Monday, 8 March 2010

fotozagadka

 
Tym razem jeszcze bez nagród, ale pomyślę i o Tym.
Czy wiesz, co przedstawia zdjęcie? 
 
 
 
 

Thursday, 4 March 2010

Kwestia smaku



Kiedy prawie pięć lat temu gość w dość ekskluzywnej restauracji, w której pracowałam, zapytał mnie "jak właściwie smakuje ta woda którą Pani poleca" tylko wyuczona kelnerska kurtuazja powstrzymała mnie od wywalenia na niego gał i zupełnie niemarketingowej odpowiedzi "no... woda jak woda, proszę Pana".
Naprawdę bardzo dobrze pamiętam ten moment.
Równie dobrze pamiętam, gdy niecały rok temu okazało się, że woda jednak ma smak. I to taki, że zachodni świat zupełnie zwariował. W Nowym Jorku i Londynie, w Ritzu i innych ekskluzywnych restauracjach pojawiły się, obok kart wina, karty wód mineralnych a raminę w ramię z sommelierami zaczęli pracować wodni sommelierzy, który doradzają, czy do polędwicy po florencku lepszy jest artezyjski Voss z norwegii czy Fiji z Fidżi czy może jednak polska Cisowianka.
Degustacja 15 polskich wód mineralnych potwierdziła, że wody moga być tak różne jak wina. Trzeba tylko potraktować sprawę bardziej po aptekarsku, przez mikroskop, bo kwestia leży w niuansach. Nie jak między czerwienią a zielenią a raczej jak między akwamarynem a indygo.





Tuesday, 17 November 2009

wino Asterixa




Święto młodego wina za pasem, więc w zeszłym tygodniu otworzylismy butelkę od Lapierra, wymykającego się wszelkim konwenansom winiarza z Beaujolais. Przyniesiona przez G. butelka Vin de Pays des Gaules (czyli wina z krainy Galów) wyglądała mi znajomo, bo tę gębę z etykiety trudno zapomnieć.
Ponieważ byłam przekonana, że to rose, wrzuciłam je do lodówki. Okazało sie, że wino jest jednak czerwone, ale właśnie w niższej temperaturze zupełnie nas rozwaliło.
Soczysty, żywy owoc, z biglem lekkiej kwasowość. Gdzieś z tyłu trochę przybrudzonych aromatów, które dodają winu jakiegoś autentyzmu i szczerości. Bez wielkich słow, bez zadęcia, bez wysiłku. Ludzik z etykiety wyraża wszystko. Czysta przyjemnośc picia.

Monday, 5 October 2009

kompot

Dopadło mnie jakieś chorobowe licho a ponieważ karmię Ignaca mój leczeniowy arsenał jest mocnoo ograniczony. Czosnek i mleko z miodem odpada, większośc leków też. A. wpadła na pomysł soku z malin i kompotu z żurawiny (kupionej BTW na bazarze na Wolumenie, czyli miejscu które objawiło mi się ostatnio jako wspaniała, nieprzebrana skarbnica owoców i warzyw. Ten bazar zasługuje przynajmniej na osobny wpis, jeśli nie na jakiś poważniejszy medal).
Tak, kompot z żurawiny dobra rzecz, ma piękny kolor i dużo witaminy C, jest zdrowy i bardzo apetycznie wygląda. No to chlup...

...SHIEEET, JAKI GORZKI!




Monday, 21 September 2009

late harvest

Nareszcie. Pięc dni po terminie.






Thursday, 6 August 2009

relaks







zdjęcia by KW

Thursday, 4 June 2009

good old Donny

Przypomniałam sobie o płycie, której słuchałam kiedyś bez przerwy. Dlaczego dzis już się tak nie gra?